Poeta

Trzydziestoczteroletni wymazany ze wszystkich map
ojcowie miast naczelnicy gmin jeszcze nie wpadli
na pomysł aby zaproponować honorowe obywatelstwo
zapisany na szerokiej taśmie mandatów
niezameldowany niezakwalifikowany nieutożsamiany
zupełnie nieobecny w zielonym notesie wyroczni
karier społecznych państwowych i politycznych…

Polowanie na drobną zwierzynę

Zbyszek urodził się w Brześciu nad Bugiem 19 marca 1939 roku. Dzieciństwo wojenne przeżył w Marcinkańcach, w powiecie grodzkim. W maju 1946 roku wraz z rodziną przybywa do Świdwina. Tu kończy szkołę podstawową i kontynuuje naukę w Technikum Morskim w Gdyni. Chce zostać nawigatorem, nieoczekiwanie po czterech latach nauki zmienia decyzję i świadectwo maturalne zdobywa w szczecińskim liceum ogólnokształcącym. Później służba wojskowa w marynarce wojennej i powrót w 1961 roku do Świdwina. Imał się różnych zajęć. Był m.in. nauczycielem, referentem w Powiatowej Radzie Narodowej, kierownikiem wiejskiego ośrodka kultury, pracownikiem administracyjnym w przedsiębiorstwie budowlanym, murarzem, kopał rowy w melioracji, prowadził letnie obozy młodzieżowe na Bukowcu, ratownikiem. Miał również epizod małżeński. Krótko pracował w Poznaniu, Tychowie i Połczynie Zdroju, jednak zawsze powracał do Świdwina. Niespokojny duch, wieczny tułacz, wagabunda. Ciągle skonfliktowany z władzą na różnych szczeblach.

Jako poeta debiutował w 1964 roku, jego wiersze ukazywały się m.in. w tygodniku „Zarzewie”, „Kamena”, „Nowej Wsi, „Pobrzeżu” oraz miesięczniku „Poezja”. Był współautorem wielu zbiorowych publikacji poetyckich.

Dwanaście lat po śmierci, po długich staraniach pochodząca ze Świdwina poetka Teresa Tomsia z mężem Eugeniuszem – zadbali o wydanie tomiku wierszy Zbyszka „Zanim zaczniesz mówić”. W trakcie zbierania materiałów do tomiku przekazałem Teresie Tomsi kilka wierszy, które były w moim archiwum a dwa nawet mi dedykowane.

Zbyszka poznałem w połowie lat 60 – tych. Byliśmy urzędnikami ówczesnej Powiatowej Rady Narodowej. Później połączył nas Bukowiec i restauracja Polonia (Słowiańska). Miałem przyjemność darzyć go i być obdarowywanym trudną, ale i wierną przyjaźnią. On sprawił, że przez moment poczułem się aktorem. Zaangażował mnie do amatorskiego teatru poezji „Kontrasty”, który w Zamku prowadził. Występowałem najczęściej jako rekwizyt.

Hałaśliwi w przededniu

hałaśliwi w przededniu padających świątyń
umiemy robić miłość wędlinę i cukier
kropla wody w próbówce wyjaśnia nam rzekę
raczkowanie w kosmosie rozszerza źrenice
pod żarnami języka trzeszczy druk czasopism
tytułów długie żmije wdzięczą się zdradliwie

wchodzimy co godzinę w trylion mikroświatów
z pośpiechem owiec

hałaśliwi w przededniu padających świątyń
jakie nasze imiona
kto o nie zapyta

w tym biegu
tak bezładnym
szaleńczym
i długim

nikt już nie wie

gdzie
po co
dlaczego biegniemy

Zbigniew krupowies

Był jak bania z poezją, wiersze pisał w zaskakujących sytuacjach. Często w knajpie przy kuflu piwa na serwetkach. Świetnie deklamował swoje i nie swoje. Jego poezja jest ze mną, nie sposób do niej nie wracać.

Tomik poezji Zbigniewa Krupowiesa z dedykacją dla Ireny i Zbigniewa Czajkowskich

Zmarł 26 sierpnia 1980 roku wskutek zapóźnionej operacji tętniaka. Nieoczekiwana śmierć i letnia pora spowodowała, że niewielu znajomych i przyjaciół się o niej dowiedziało. W ostatniej drodze towarzyszyłem Mu, z nieżyjącym już przyjacielem – Michałem Szymczakiem. Inni dowiedzieli się nazajutrz.

Na grobie Zbyszka, na starym cmentarzu widniała inskrypcja POETA. Na nowym nagrobku już jej brak. Szkoda.