Spisała pani Liselotte Schroder z Travemunde. Otrzymałem je od świdwinianki pani Giseli Mioessner z Berlina. Przetłumaczyła pani Kasperczak za co serdecznie dziękuję.

Mój ojciec był celnikiem w Kołobrzegu. W 1932 roku został służbowo przeniesiony do Świdwina. Otrzymaliśmy mieszkanie nad Sparkasse (budynek po byłej już filii banku spółdzielczego, na rogu Młyńskiej i Szpitalnej dzisiaj Niedziałkowkiego i Grodzkiej –dop.Z.Cz.). Z drugiej strony, w kierunku zamku, mieszkał dr Meyersohn. Tam przeżyliśmy lata hitleryzmu. Z okien domu przyglądałem się manewrom wojskowym. Pamiętam oddział wojska z werblami maszerujący z rynku w kierunku Przybysławia. Na czele oddziału na siwym, pięknym koniu jechał stary feldmarszałek August von Mackensen. Poza tym niewiele mi pozostało z tamtych lat w pamięci.

Generał v. Mackensen

Pamiętam jeszcze cudowne jezioro Bukowiec, jego nie zapomnę. Tam wszyscy się gromadzili- cały Świdwin. A my jako szczury lądowe w tym uczestniczyliśmy. W sobotnie letnie wieczory rozbrzmiewały z głośników popularne piosenki „Bei der blonden Katherin…” i „Wenn am sonntagabend die Blasmusik spielt…” Mój nauczyciel od pływania nazywał się Ziemer, niestety pływania mnie nie nauczył. Pływać nauczyłem się sam później w Bałtyku, bowiem po pewnym czasie ponownie zamieszkaliśmy w Kołobrzegu.

Bukowiec przed i powojenny – to były lata jego świetności

Wspaniałe i smaczne były wielkie raki z Bukowca, pychota! (Sam takie jeszcze w latach 60 – tych łapałem na żabę, niestety wyginęły wyparte przez zaimportowany gatunek, dop. Z.Cz.). Tkwi w pamięci również obraz Dużego Parku ze stawem pełnym złocistych karpi i dalej piękna willa z zadaszonym tarasem, na którym stała rzeźba siwego konia. Później, będąc już poza Świdwinem, kiedy odwiedzałem moją przyjaciółkę Giselę, ta willa magicznie mnie przyciągała, a koń mnie fascynował, byłem nim oczarowany. Nie wiem kto był jego właścicielem, ale to nie było ważne, ważne, że mogłem go podziwiać. (Była to willa świdwińskiego architekta Alberta Altenburga – obecnie remontowana przez nowego właściciela, dop. Z.Cz).

W 1939 roku zostałem skierowany do odbycia rocznego stażu w Szkole Rolniczej w Świdwinie. Dyrektorem był pan Miller. Staż odbywałem w gospodarstwie szkolnym, ale miałem dopiero 15 lat. Praca była dla mnie zbyt ciężka i po pewnym czasie wróciłem do domu.

Nigdy nie zapomnę niektórych swoich kochanych i miłych koleżanek z klasy. Jedna z nich często przebywała w Kołobrzegu z rodzicami, aż ich „zły czas dogonił” (byli Żydami – represjonowani i wywiezieni do obozów zagłady, dop.Z.Cz.). Paula i Liselotte Mendel, ich ojciec był kupcem zbożowym. Ojciec Ingi Haendel był dentystą. Do dzisiaj mam obraz jej pięknych niebieskich oczu i małego noska. Moim najlepszym przyjacielem klasowym był również Hans Jakobus, jego rodzice przy rynku mieli sklep alkoholowy.

Pamiętam fryzjera Louisa i jego zakład na rogu Glasenappstrasse i Młyńskiej (róg Wojska Polskiegoi Niedziałkowskiego – dop.Z.Cz). Kupiec Winkiel przy Rynku prowadził księgarnię” Printz”. Pamiętam jeszcze nazwiska Bornemanns, Schwarz i wiele, wiele innych. Zapomniałbym o mojej koleżance Giseli Schroder, jej ojciec był dentystą. Dzisiaj mieszka w Berlinie z mężem, córką i wnuczką Dackelin. Prowadzę taką podróż w przeszłość, która wydawała mi się dawno już zapomniana. Elfriede Kohls chciałbym również wspomnieć.

Młyńska/Niedziałkowskiego z domem autora (nad bankiem w narożnej kamienicy)
Po przeciwnej stronie ulicy bliżej zamku dom dr. Meyersohna

Kiedy w 1946 roku pociągiem towarowym przejeżdżałem przez Świdwin, miałem straszliwą ochotę wysiąść na stacji. Niestety było to niemożliwe. Chciałbym jeszcze raz, poprzez to wspomnienie oddać cześć i szacunek dla tego małego miasta nad Regą, miasta mojego dzieciństwa, które na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci.