Pierwszym w powojennej historii miasta katolickim proboszczem był ks. Józef Kępka. Znałem go tylko z przekazów rodzinnych, widziałem tylko raz jako dziecko, gdy w latach 50-tych odwiedził rodziców. Urodził się 1 lutego 1909 roku w niewielkiej małopolskiej wsi Dąbrowa Narodowa, dzisiaj to dzielnica powiatowego miasta Jaworzno. Święcenia kapłańskie przyjmuje na Jasnej Górze 7 lipca 1935 roku z rąk ks. biskupa Teodora Kubiny/ w tym samym dniu, we włoskim Belluno kapłanem został ks. Albino Luciani, późniejszy „uśmiechnięty papież” Jan Paweł I/. Biskup Kubina to nietuzinkowa postać. Jako jeden z nielicznych wówczas hierarchów potępił pogrom kielecki na Żydach, co się spotkało z dezaprobatą prymasa Augusta Hlonda.

Po święceniach zostaje wikariuszem w pod częstochowskiej Poczesnej nad Wartą. W tej parafii, dwadzieścia lat wcześniej wikarym był późniejszy błogosławiony ks. Dominik Jędrzejewski zamęczony w Dachau za niewyrzeczeni się kapłaństwa w zamian za oferowaną wolność. Na swojej pierwszej placówce jest między innymi opiekunem Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W 1939 roku zostaje proboszczem wiejskiej parafii Strzelce Małe w powiecie radomszczańskim. We wsi brak kościoła, zostaje dopiero zbudowany przez następcę ks. Jozefa. Rolę kościoła pełni remiza strażacka, gdzie odprawiane są nabożeństwa. W Strzelcach Małych jest do1943 r. Nie znalazłem informacji, co działo się z ks. Kępką od daty opuszczenia parafii do maja 1945 roku, kiedy pojawił się w Świdwinie.

Po przejściu frontu i przejęciu Świdwina przez polską administrację do miasta zaczęli przybywać osadnicy z terenów wschodnich, z Polski centralnej, oraz rodziny byłych robotników przymusowych i jeńców, którzy postanowili tu zostać.

Miasto zrujnowane, po ewangelicki kościół spalony przez zdobywców. Na byłe tereny niemieckie ekspatrianci z terenów wschodnich często przybywali i osiedlali się niemal całymi wioskami wraz ze swoim proboszczem z miejscowości, którą zmuszeni zostali opuścić. Niestety, wśród przybyłych do Świdwina nie było kapłana.

Przed „Jedynką” siedzą: Frydolin Słowik – burmistrz (1946-1950), Hrabina Wolmer De Polenta,
ks. Józef Kępka i Józef Dmowski – organizator i pierwszy kierownik Powszechnej Szkoły Publicznej.
Stoją, od lewej: Zygmunt Docha – nauczyciel fizyki i chemii, obok „nn”, polonistka Leokadia Malinowa.
W trzecim rzędzie od lewej: biolożka Maria Śniegocka, obok uczeń VII kl. Zenon Cieślak.
Po prawej od ks. Kępki: Stanisław Karkowski – organizator świdwińskiej oświaty, kierownik Szkoły Ćwiczeń i dyrektor Liceum Pedagogicznego.

Pierwszy burmistrz miasta w jego polskiej historii Jan Górski uchronił przed zniszczeniem paramenty liturgiczne i wyposażenie z kaplicy katolickiej przy dzisiejszej ul. Słowiańskiej. Rozpoczyna wraz z pastorem ewangelickim Wilhelmem Luederwaldem odgruzowywanie mariackiej świątyni. Słane do niego prośby i żądania mieszkańców o kapłana spowodowały, że w maju 1945 r. do Świdwina przybył – przywieziony milicyjnym gazikiem aż z diecezji częstochowskiej ks. Józef Kępka. A dlaczego milicyjnym gazikiem? Bo pociągi kursowały tygodniami a sprawa była pilna. Takie to były czasy. Żołnierze sowieccy rabowali cenne wyposażenie kościołów, ale zdarzało się, że rosyjscy wojenni komendanci miast zabezpieczali mienie z poniemieckich świątyń i przekazywali je przybyłym duchownym.

ks. Józef Kępka z dziećmi pierwszokomunijnymi

Jedynym ocalałym w mieście obiektem sakralnym była kaplica po metodystyczna przy ówczesnej Bałtyckiej, dzisiaj ks. Popiełuszki. Tam powstała tymczasowa siedziba parafii pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy i tam rozpoczął posługę ks. Józef.

Kaplica św. Michała

Kontynuuje rozpoczęte przez burmistrza Górskiego i pastora Luederwalda odgruzowywanie i odbudowę kościoła. Panuje wielki entuzjazm, pracują cale rodziny. Nadzór nad fachowymi pracami sprawuje majster pan Józef Smyk, który ma swoją tablicę wmurowaną w przedsionku mariackiego kościoła. Parafia jest rozległa, obowiązków duszpasterskich wiele.

Do pomocy otrzymuje wikarego ks. Piotra Rozwadowskiego, późniejszego wikarego w pod gorzowskiej Witnicy. Ówczesny ministrant Wojciech Wołonciej wspominał go jako księdza bardzo wrażliwego na ubóstwo, odmawiającego przyjęcia opłaty za posługę od biednych rodzin.

Budowniczowie mariackiej świątyni. W środku pod krawatem pan Smyk.

W nowe życie miasta włączają się niemal wszyscy, nie ma podziałów religijnych i światopoglądowych. W uroczystościach kościelnych biorą udział prominentni przedstawiciele miasta, nauczyciele, pocztowcy, kolejarze i strażacy, w uroczystościach państwowych cała parafia z proboszczem.

Wierni jako wotum wdzięczności za przeżytą wojnę budują na przykościelnym placu kamienną grotę. Na jej szczycie ustawiają figurkę Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Przy grocie odprawiane są nabożeństwa, przez lata jest jednym z ołtarzy podczas procesji Bożego Ciała, przy niej robione zbiorowe zdjęcia komunijne. Niestety, kilka lat temu została rozebrana. Jeden z ostatnich tak widocznych śladów po ludziach, którzy odbudowywali świątynię zniknął z pejzażu miasta. Żal, po prostu żal.

Nieistniejąca już grota MPNP. Wotum wdzięczności pionierów za przeżytą wojnę.
Ks. Michał Czajkowski wspomina tamte czasy: 

„Do Świdwina ówczesnej Świbowiny przyjechałem w czerwcu roku 1946 (sam, rodzina kilka miesięcy później), nie mając jeszcze ukończonych 12 lat życia. Nie pamiętam, kiedy i dzięki komu stałem się ministrantem w jedynej czynnej wtedy „świątyni” świdwińskiej. […] Owa kaplica (dziś poszerzona jako kościół parafialny) była tak mała, a tłok tak wielki, ze kiedyś zemdlałem przy ołtarzu i niezapomniany nasz kierownik szkoły pan Dmowski wyniósł, mnie na dwór i cucił. […] Proboszcz ks. Kępka przygotowywał nas krótko do 1 Spowiedzi i Komunii Świętej. Wyuczyliśmy się szybko obowiązujących formułek i dalsze przygotowanie polegało na wywożeniu wózkami gruzu ze zburzonego kościoła. Później jako ministrant miałem zaszczyt nieść kubełek ze święconą wodą przy boku ks. Kępki podczas poświęcenia kościoła i służyć do mszy świętej w poświęconej Świątyni”.

Nie pamiętam mszy świętych w kaplicy, ale zapamiętałem niewielką salkę katechetyczną w części pod chórem – gdzie następca ks. Józefa, ks. Polulak przygotowywał nas do Pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej, oraz małą zakrystię po lewej stronie od ołtarza, z której wchodziło się bezpośrednio na ambonę.

21 grudnia 1947 roku, w odgruzowanej i prowizorycznie zabezpieczonej Świątyni odbyła się uroczystość jej poświęcenia i została odprawiona pierwsza po ponad 400-tu latach msza święta w obrządku katolickim. Zostaje powołany komitet odbudowy kościoła, sprzedawane są cegiełki.

Procesja Bożego Ciała

1 czerwca 1948 roku dekretem biskupa został powołany proboszczem parafii pw. Podwyższenia Świętego Krzyża w Trzebieży – niewielkiej miejscowości nad Zalewem Szczecińskim u ujścia Roztoki Odrzańskiej. Dodatkowo zarządza również parafią w Nowym Warpnie. Organizuje i przeprowadza pierwsze po wojnie Misje parafialne. Po niespełna trzech latach zostaje przeniesiony do leżącej nieopodal Sianowa parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siecieminie. W listopadzie 1951 roku jest uczestnikiem Zjazdu Księży Patriotów woj. koszalińskiego. W lipcu 1956 roku zostaje przeniesiony Do Karlina. Obejmuje parafię po jej pierwszym powojennym proboszczu ks. Feliksie Kaczmarku. Jest proboszczem Karlina aż do swojej śmierci w 1972 roku. Został pochowany na miejscowym cmentarzu.