Ważna jest radość, bowiem
smutek i nuda przytłaczają
i mrożą duszę. Cnota łączy się
z przyjemnością, wysiłek z radością.

ks. polulak do seminarzystów

Po proboszczu Józefie Kępce mariacką parafię w czerwcu 1948 roku obejmuje ks. mgr Michał Polulak. Postać nietuzinkowa o równie bogatym życiorysie jak jego poprzednik.

Zdjęcie pierwszokomunijne, początek lat 50. Jestem na samej górze pośrodku /z loczkiem/.

Zapamiętałem go jako rygorystycznego i nieprzystępnego. Przygotowywał mnie do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej. Później zostałem ministrantem, po uprzedniej aspiranturze i wykuciu na pamięć arcytrudnej dla małolata łacińskiej ministrantury. Pamiętam ją do dzisiaj.

Na plebanii mieszka z rodzicami i bratanicą Marysią, córką zamordowanego w marcu 1944 roku przez nacjonalistów ukraińskich brata. Marysia była przyjaciółką moich sióstr, a brat Jurek się w niej podkochiwał. Pamiętam ją doskonale, była częstym gościem w naszym domu.

Przed kaplicą, koniec lat 40.W pierwszym rzędzie, pierwszy z lewej śp. Zygmunt Sajewski.

Urodził się 13 marca 1913 roku w Wierzbowcu w województwie tarnopolskim. Był człowiekiem solidnie wykształconym, absolwentem Seminarium Duchownego oraz Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Bolesława Twardowskiego otrzymuje 18 kwietnia 1939 r.

W miejscowości, gdzie był wikarym, prowadził pogrzeb, w pewnej chwili podszedł do niego miejscowy Ukrainiec i ostrzegł, ze nacjonaliści chcą go zamordować i musi natychmiast uciekać. To wydarzenie mocno zaważyło na jego losie. Tak jak stał, w sutannie i komży opuścił kondukt i ukrywał się aż do czasu przedostania się na „Ziemie Odzyskane”.

Pierwsza połowa lat 50. Pielgrzymka świdwińskich parafian do Częstochowy. Na dole po prawej z bratem Andrzejem. Wyżej ks. Polulak z bratem Michałem. Jest też moja mama i wielu sąsiadów.

Mój brat Michał był pod wrażeniem jego otwartości na innych i jego żywej inteligencji. Miłośnik sztuki, wysmakowany esteta posługujący się nienagannym francuskim… Był proboszczem jego lat seminaryjnych i prymicji. Nigdy nie usłyszał z jego ust wypowiedzi antyukraińskich. Podczas wakacji polecił młodemu klerykowi Michałowi przygotowanie dzieci ukraińskich w Nielepie do pierwszej spowiedzi i komunii świętej. Już po pierwszej katechezie matki ukraińskie zażądały, aby ich dzieci uczyły się pacierza po ukraińsku. Poratował i wyedukował go nasz Ojciec, który pacierz znał w obu językach – jego mama a nasza babcia była Ukrainką. Ks. Michał Polulak był purystą w posługiwaniu się językiem polskim. „Często – wspomina Michał – zwracał uwagę na moje błędy językowe w wymowie i akcentowaniu”. Jako starszy ministrant, a później kleryk chodził z Proboszczem po kolędzie. Jednym z jego obowiązków było wpisywanie do specjalnej kartoteki danych rodzin i osób odwiedzanych… Zawsze się dziwił, gdy ktoś podawał nazwisko np. Halicki, a Michał się dopytywałem „h” czy „ch”. ”To Ty nie słyszysz, jakie ”ha”. Dla człowieka z solidnym przedwojennym wykształceniem i do tego ze Wschodu, było to niezrozumiałe. To bratu opowiedział niezwykłą historię ostatniego pastora a raczej pastorowej Luederwald, która dzięki odśpiewaniu Psalmu i grze na fortepianie uratowała rodzinę przed rozstrzelaniem. Oczarowany grą i śpiewem czerwonoarmista odstąpił od zamiaru. Potwierdzenie tej historii znalazłem po latach w wspomnieniach pastora Luederwalda.

Proboszcz starał się o dobrego organistę; pierwszym był pan MAJ, później pan Józef WOŁYNIEC– andersowiec, zawsze w berecie noszonym z fasonem, a początkowo i w mundurze. Kościelnym był pan Konstanty BORADYN, dla nas ministrantów bardzo surowy, trzymał dyscyplinę, ale zapamiętałem go jako człowieka o wielkim sercu. Będąc robotnikiem przymusowym był w Dreźnie podczas tragicznych nalotów aliantów w lutym 1945 roku. Dzielił los innych robotników przymusowych. On przeżył. Gdy byliśmy starsi to czasami nam o tym opowiadał.

Proboszcz kontynuuje i kończy odbudowę kościoła, dba o jego wystrój. Przywozi ze zburzonej kołobrzeskiej katedry piękny zabytkowy żyrandol, zostanie jej zwrócony po odbudowie. Pomagali wszyscy, miejscowi rzemieślnicy i budowlańcy. Kierownik tartaku pan Aleksander Stachyra dostarcza potrzebne drewno, za co zapłaci później utratą stanowiska, gdy zaostrzą się stosunki pomiędzy Państwem i Kościołem. Budowana jest wieżyczka sygnaturki, nowość na tej po ewangelickiej świątyni. To dzieło świdwińskich rzemieślników – cieśli pana Żebryka i blacharza pana Gacha. Umieszczono w niej dzwon zapewne cmentarny, bo tylko one nie podlegały konfiskacie w czasie wojny. Niewielki, odlany z jakiegoś szlachetnego materiału zdobi inskrypcja: ‘VIVOS VOCO, MORTUS PLANGO” – żywych wzywam, zmarłych opłakuję. Na spodzie kielicha widnieją nazwiska fundatorów.

Terminowało u proboszcza Polulaka wielu wikarych, Ustaliłem nazwiska kilku: Stanisław Kostka, Stanisław Pecnik, Kowalski, Adolf Lipiec i Leopold Donocik. Dwóm ostatnim, których znałem dobrze, poświęcę odrębny tekst. Byli to kapłani o przebogatych życiorysach. Ks. Leopold to Ślązak, żołnierz Wehrmachtu i jeniec sowiecki. Ks. Adolf to późniejszy misjonarz w Brazylii.

Marysia Polulak z moją siostrą Krystyną /w czapce licealistki i ja z bratem Andrzejem..

Przed objęciem świdwińskiej parafii ks. Michał Polulak po wymuszonej ucieczce z diecezji lwowskiej, osiada na Ziemiach Zachodnich w Brójcach Lubuskich. 1 kwietnia 1946 r. zostaje proboszczem miejscowej parafii. Po kilku miesiącach, w tym samym roku Administrator Apostolski1 mianuje ks. Polulaka dyrektorem Niższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wielkopolskim. Po odwołaniu w 1948 roku, krótko jest administratorem parafii w lubuskim Santoku z siedzibą w Gralewie.

W listopadzie 1958 roku opuszcza Świdwin i obejmuje parafię i dekanat w Myśliborzu. Brat Michał wspomina: „Utrzymywaliśmy kontakty, gdy był jeszcze proboszczem w Myśliborzu. Publicznie chwalił go jego biskup Pluta, że wprowadził jako pierwszy modlitewniki dla wiernych, co powodowało aktywny udział wiernych w mszy św. W Myśliborzu porzucił duszpasterstwo, pracował w zawodzie świeckim. Utrzymywał kontakty z kolegami z czasów seminaryjnych, zwłaszcza z ówczesnym kanclerzem kurii biskupiej zielonogórsko-gorzowskiej ks. infułatem Mieczysławem Marszalikiem który księdza Polulaka przed śmiercią wyspowiadał i pojednał z Kościołem. Ks. infułat osobiście mi o tym opowiedział.” Ks. Michał zmarł i został pochowany w Poznaniu w 2001 r.

Przy grocie koniec lat 40.

Odwiedzając naszą mariacką świątynię, warto pamiętać o tych, którzy przywrócili ja do życia, którym zawdzięczamy jej gotyckie piękno – budowniczych i kapłanów, wielu naszych ojców i dziadków, pamiętajmy o ks. Michale Polulaku który kontynuował i dokończył to wspaniałe dzieło.