Dla śp. organisty świdwińskiego Henryka Paszuka

Nad Regą zostały
już na zawsze

we wspomnieniach
zagrane przez Ciebie pieśni
fugi i hymny
Liturgie Mszy Świętych
niesione echem z Kościoła
pod wezwaniem
Matki Bożej
Nieustającej Pomocy

Połączyła nas z Tobą
niebiańska muzyka
lekkością dźwięków
z serca płynąca
misteria rąk Twoich
i głos
z radością oddawał piękno
wygrywanych utworów
śpiewanych na chwałę wiekuistą
potrzebującym
i wszystkim świętym.

Zostajemy tu jeszcze na chwilę
stamtąd widzisz nas przecież lepiej
jak nam skrzydła kruszeją
wzrok zmęczony i słuch już słaby

liczy na pamięć wspomnień
muzyki granej
z pasją i nadzieją
że nowy
Anielski Chór założyłeś
i grasz na organach
w Królestwie Niebieskim

Irena Knapik-Machnowska

Przygotowując dla Zwiastuna tekst o byłych świdwińskich organistach, latem ubiegłego roku w odwiedziny do Henia się wprosiłem. Przybyłem z niespodzianką, bratem Michałem, którego z Heniem łączyła długoletnia, przyjacielska znajomość i wiedziałem, że sprawię mu tym przyjemność.

Państwo Paszukowie i ks. Michał Czajkowski – sierpień 2017 r.

Było sympatycznie i miło dzięki gospodarzowi i jego małżonce pani Mirosławie. Wspominaliśmy dawne czasy, znajomych. Pytałem Henia o fakty i wydarzenia potrzebne mi do przygotowywanych tekstów.

Ostatnie spotkanie z Heniem Paszukiem

Wiedziałem, że nasz gospodarz od lat jest chory, ale widziałem też jaką przyjemność sprawiła mu nasza wizyta. Brat dopytywał się o dzieci, córkę Elżbietę obecnie siostrę Iustitię w wrocławskim zakonie boromeuszek, synów Andrzeja pracującego w szkole i Jana wikariusza parafii Chrystusa Króla w Bydgoszczy.

Widząc pogodnego i uśmiechniętego Henia, pomyślałem, a może za rok poproszę by siadł do organów u św. Michała i zagrał na jubileuszowej mszy św. z okazji 60-lecia święceń kapłańskich brata Michała w czerwcu. Niestety, pod koniec maja dowiedziałem się o bardzo złym, nie rokującym nadziei, stanie zdrowia Henia. Wczesnym rankiem 1 czerwca dotarła do mnie smutna wiadomość o jego odejściu.

Urodził się w grudniu 1937 roku w miejscowości Żdżanne pod Krasnymstawem. W święto Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia 1945 roku wraz z rodziną wysiada na stacji Świbowin, później nazwanej Świdwinem. Kończy szkołę, krótko uczy się w Niższym Seminarium Duchownym, gra w piłkę w miejscowym klubie Kolejarza, pracuje w gromadzkich radach narodowych. Wraz z kolegami pracuje przy odgruzowywaniu miasta. Zawsze był związany z Kościołem. W seminarium pod wpływem ks. prof. Sinko – muzyka i liturgisty zainteresował się muzyką organową. Jego kolegą seminaryjnym był kleryk Paweł Cieślik – dziś biskup.

Ministranci – rok 1951. Stoją od lewej – Antoni Cieśliński, Konstanty Ryckiewicz, Stanisław Kojder. Klęczą od lewej – Ludwik Cieśliński, Henryk Paszuk

Przyjaźni się z moim bratem Jurkiem, tragicznie zmarłym (wypadek motocyklowy) w 1963 r. Byli rówieśnikami, ministrantami, razem stanęli przed komisją poborową. Służyli w tej samej jednostce. Opowiadał jak z Jurkiem na przepustce pomaszerowali by służyć do mszy św. Byli w mundurach, bo w owych czasach, nawet podczas wyjazdów do domu, żołnierzom nie wolno było przebierać się w cywilne ciuchy. Byli już w komżach, gdy nadgorliwy wikary kazał im je zdjąć, bo są w mundurach i nie godzi się… Wszedł proboszcz prałat Eugeniusz Kłoskowski, mjr rezerwy, kapelan w Powstaniu Warszawskim i biedny patriotycznie uduchowiony wikary szybko musiał zmienić decyzję.

Opowiadał też, jak z Jurkiem wybrali się do spowiedzi do ks. Leopolda Donocika, który gołębiego serca raczej nie miał i był raptusem. Nawzajem wypychali się który pierwszy, padło na Jurka. Ks. Leopold zaraz po spowiedzi wymierzył mu pokutę na miejscu, wyszedł z konfesjonału i porządnie wytargał za uszy. Wyznał biedak, że podpijał wino mszalne w zakrystii. Tych opowieści było więcej.

Henia odbierałem jako człowiekiem głębokiej wiary, ale nie ortodoksa, cechowało go duże poczucie humoru, i łatwo było go rozśmieszyć. Gdy byłem na chórze Heniu starał się nie spoglądać w moją stronę. Bo czasami zdarzało mi się posłać w jego kierunku małpią miną i biedak krztusił się swoim charakterystycznym hi, hi, hi i przestawał śpiewać.

Był człowiekiem nie bez wad, czasami bardzo upartym. Pamiętam okres w naszych relacjach, że poróżniliśmy się, z perspektywy czasu o głupstwo. Nie rozmawialiśmy przez kilka miesięcy. Przestałem chodzić na chór, było mi z tym źle, jemu pewnie też. Pogodziliśmy się na dachu mariackiego kościoła. Przez kilka dni zdejmowaliśmy dachówkę przed pokryciem go blachą.

Sztuki organistowskiej uczył się u dobrych fachowców. Przedwojennego i jednego z pierwszych po wojnie świdwińskich organistów Stefana Maja oraz absolwenta wileńskiej Szkoły Organistów im. Józefa Montwiłła, żołnierza spod Monte Cassino i Tobruku Józefa Wołyńca, którego 1 kwietnia 1975 roku został następcą. A tak przy okazji, czasy to były arcyciekawe. Były żołnierz Armii Polskiej na Zachodzie gra do mszy św. celebrowanej przez ks. Leopolda Donocika byłego żołnierza Wehrmachtu. Tak mamy pogmatwaną historię, tak niewielu to pojmuje.

Żałobna msza św. została odprawiona przez mariackiego wikarego, w koncelebrze z synem Henia, ks. Janem i byłymi świdwińskimi proboszczami oraz ostatnim Henia proboszczem ks. Romanem Tarniowym. W ławach liczne grono boromeuszek przybyłych z córką Iustitią i księży z bydgoskich parafii oraz znajomych i przyjaciół.

Na cmentarzu krótko i wzruszająco o zmarłym powiedział jego ostatni proboszcz ks. Roman: „Swoim życiem budowałeś Kościół nie tylko ten domowy, ale i nasz Powszechny”.

Heniu Paszuk należy do pionierów powojennej historii Świdwina dlatego też ten tekst – wspomnienie zamieszczam w cyklu „Z historii miasta i ziemi świdwińskiej” bo on w tej historii ma ważne miejsce.

Na chórze w kościele Mariackim

Dziękuję Ci Heniu za Twoją posługę, za granie, za przyjaźń. Czasami prosiłem Cię abyś na zakończenie mszy świętej zaśpiewał jakąś moją ulubioną pieśń, a Ty swoim wdzięcznym barytonowym głosem często moje prośby spełniałeś. Żal. W pamięci mojej na zawsze pozostaniesz Heniem – organistą uśmiechu.

Często mówimy, że dzień pogrzebu jest miarą człowieka, Twoja miara jest duża. Mógłbyś powtórzyć za św. Pawłem – W dobrych zawodach uczestniczyłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.